sobota, 21 października 2017

Oli prace - sierpień






Oli prace - październik





























autyzm

Próba dotarcia do dziecka z autyzmem na początkowym etapie terapii to jak próba porozmawiania z kimś przez dźwiękoszczelne lustro weneckie: widzisz, mówisz, próbujesz coś przekazać, a osoba po drugiej stronie niby patrzy na Ciebie, ale jakoś tak jakbyś był przezroczysty, jakby patrzyła w lustro i nic nie widziała, nie słyszała. Za to Ty doskonale słyszysz krzyk, szamotaninę, obijanie się i czujesz, że nie możesz nic zrobić, bo próba przytrzymania i przytulenia na siłę, aby dziecko się wyciszyło czasami kończy się jeszcze większym wyłączeniem. Dobrze wtedy zmienić lustro na szybę. Może dziecko Cię nie będzie jeszcze słyszało, ale zobaczy. Jak może wyglądać zmiana lustra na szybę? Przede wszystkim podążaniem za dzieckiem, naśladowaniem jego ruchów, wyścigami po lesie.Później trzeba rozbić tę szybę i wejść do pomieszczenia, w którym jest dziecko, zabrać ze sobą psa/kota czy inne cierpliwe zwierzę (najlepiej, kiedy od młodości zwierzak poznaje sposób reagowania dziecka).
A później patrzysz na swoje dziecko z zaskoczeniem, że cię rozumie i ma własne zainteresowania, że jest ciekawe świata, ale nie wchodzi w relacje z ludźmi i wiesz, że czeka Cię jeszcze bardzo długa i niełatwa droga.

czwartek, 19 października 2017

Poranek z psiego koszmaru:

Pani powiedziała, że rano ma więcej sił niż wieczorem i może o mnie zadbać. Ucieszyłem się oczywiście, bo kto nie cieszy się na "dbanie". Później uzmysłowiłem sobie, że dbanie to kąpiel.
-No , już, nie marudź. Woda w kąpieli wcale nie jest bardziej mokra od ten na mokradłach.
-A co ty kobieto możesz wiedzieć o mokradłach? Kąpałaś się tam chociaż raz? Na pewno nie, bo pachniałabyś pięknie psem, a nie tymi ludzkimi śmierdzidłami.
-No, już nie patrz na mnie takim wzrokiem jakbym ci matkę ubiła. Ona żyje i jak tylko będziesz chciał to może cię dobrze obszczekać.
-No, szczeka na mnie, bo jej się w głowie nie mieści, że można tak po ludzku pachnieć.
-Siedź, nie wstawaj. Jak będziesz grzeczny dzieci będą cię mogły głaskać. Wiesz, że dzisiaj Ola idzie na terapię na Kazimierza? Tam na pewno znajdzie się chętne dziecko do wtulenia ciebie.
-Nie można było tak od razu? Teraz już wiem, że moje cierpienie ma sens.
-O jak ładnie siedzisz. No, to się jeszcze troszkę pomocz.
-Jak siedzenie ma sens to mogę siedzieć. Myślałem, że tak dla kaprysu mnie myjesz, albo że masz zapędy sadystyczna, ale jak dla dzieci to ja już będę grzeczny.

środa, 18 października 2017

Bajka o samoocenie

Opowiem Wam bajkę o samoocenie (a może nie samoocenie?)
Każdy z nas chce uważać siebie za mądrzejszego i lepszego niż jest, a innych z tych gorszych. A może odwrotnie? Nieważne. W każdym razie jeśli chodzi o granice wolności uważamy siebie za mądrzejszych i jesteśmy przekonani, że nie trzeba nam niczego zakazywać (tu mi się zawsze włącza pytanie dlaczego proliferzy chcą zakazu stwierdzającego ich brak rozsądku).
Miałam w znajomych pisarkę (bez nazwisk, bo o zjawisko chodzi, a nie piętnowanie ludzi), która rękami i nogami popierała całkowity zakaz. Na pytanie: "a co jak kobieta ma do wyboru: albo jej życie albo umiera razem z dzieckiem?" odpowiedziała "Widocznie Bóg chce śmierci tej kobiety i tego dziecka"...
Kilka tygodni później oświecona pisarka poszła zrobić zakupy do apteki i z oburzeniem odkrył, że może kupić tylko jedno opakowanie środków na przeziębienie. Środków, które przy większych dawkach itd. itp. są szkodliwe, wykorzystywane jako halucynogenne, odurzające, co wyjaśniłam pod jej postem, że rząd jej po prostu nie ufa, bo jest dla rządu potencjalną uzależnioną i w ramach wyznawania doktryny chronienia na siłę zakazuje sprzedaży większej ilości opakowań.
Oburzenie było wielkie, że ktoś śmiał uznać ją za taką, której trzeba coś zakazywać, bo przecież jest duża i rozsądna. I ta sama duża rozsądna osoba uważa, że są rzeczy które trzeba zakazywać, bo jej nie dotyczą...
I tak sobie myślę, że owo poparcie ze strony mężczyzn do całkowitego zakazu aborcji to takie myślenie: ale przecież to nie mój problem, to nie ja będę umierał, żona nie ściana można ją wymienić na taką, której Bóg pozwoli żyć, może taka stanowczość poglądów i umiejętność mówienie, co powinni inni podnosi komuś samoocenę, a kiedy ktoś nam chce narzucić cokolwiek to nagle odzywa się w nas głos rozsądku, że przecież jesteśmy już dorośli?

reklamacja na dziecko

Niedawno rozmawiałam z jedną osobą o stosunku ludzi do dzieci niepełnosprawnych. Głupio palnęłam, że te dzieci s traktowane przedmiotowo. Nieprawda. Większość dzieci jest traktowana przedmiotowo, a uzmysłowiła mi to rozmowa z inną osobą:
-Pani Aniu, pani jest taka uczona, na pewno mi pani coś podpowie.
-A o co chodzi?
-Mam problem z dzieckiem. Nie spełnia moich oczekiwań: nie chce się uczyć, leni się, pyskuje, wykłóca się, żeby dać mu spokój, a ja chcę, żeby w przyszłości skończyło studia.
-A pytała się pani, co dziecko chce, jak sobie wyobraża swoja przyszłość?
-A po co? To ja jestem dorosła i ja wiem, co jest lepsze. Co takie dziecko może wiedzieć o życiu?
-Pewnie niewiele wie o życiu, ale na pewno dużo wie o tym, co je interesuje i co lubi robić.
-A co jeśli to,co lubi robić nie spełnia moich oczekiwań?
-A pytała się pani siebie jakie ma pani wobec siebie oczekiwania? Skończyła pani studia?
-Nie.
-Może wystarczy zacząć wymagać od siebie. Dzieci zwykle biorą przykład z rodziców.
Wiecie, że mnie przez myśl nie przechodzi, żeby móc o dziecku mówić w kategoriach "niespełniania oczekiwań". To nie jest towar ze sklepu, który w razie niespełniania oczekiwań wymienimy na lepszy czy podkręcimy parametry. Dziecko to człowiek potrzebujący wzorów i miłości w dążeniu do samodzielności i niezależności. I najważniejsze jest pozwolić mu na niezależność, kiedy poczuje się samodzielnie. Do tego potrzebne są wymagania wobec siebie, a nie wobec dziecka, żeby nie mierzyć własnego sukcesu sukcesem dziecka, ale mieć własne osiągnięcia, które będą dziecko inspirowały, które pozwolą się odnaleźć po opuszczeniu przez dziecko domu i nie być rodzicem zaborczym, kontrolującym i całe życie mówiącym co spełnia, a co nie spełnia ich oczekiwań

Bajka o ocenianiu

Bajka (wiem, dawno nie opowiadałam chociaż życie to same bajki) na dobranoc pt. "Nie oceniaj innych przez pryzmat siebie"
Idę sobie z Tutusiem (bez Oli!!! Wiem, wiem, zaszalałam!)) ulicą i widzę kobietę, której york pies załatwia swoje potrzeby. Patrzę i zastanawiam się: "Posprząta czy nie". Ku mojej radości kobieta zaczepia mnie:
-Czy ma pani chusteczkę higieniczną?
Ja ucieszona, że porządna właścicielka pieska chce po swoim psiaku posprzątać wyjmuję z torebki jedną z zapasowych torebeczek, które są u nas w mieście za darmo i którymi rewelacyjnie sprząta się po psie i wręczam jej mówiąc:
-Mam coś lepszego. Tym sobie pani palców nie pobrudzi sprzątając po psie.
-Ale ja chciałam pupę psu wytrzeć. Przecież nie będę po psie sprzątać. Zwłaszcza, że on taki mały.
-Odpowiedzialny właściciel psa sprząta po swoim zwierzaku - powiedziałam i poszłam dalej, żeby się cudzym brakiem kultury nie denerwować.
I tym sposobem zaczęłam uważać, że nie powinnam nazywać się Sikorska tylko "Pozytywna-Naiwniaczka"
;)
PS Pamiętajcie, że matki z wózkami, niepełnosprawni w TO wjadą, małe dzieci wdepną, przewrócą się na TO albo w swojej ciekawości poznawania świata wezmą do ręki lub buzi... Sprzątanie po psie nie boli. Naprawdę. Nawet moja 6 letnia Ola wie, że po psie trzeba posprzątać.